Izabela Maciejewska

Co kryje pejzaż z trzema drzewami?

Izabela Maciejewska

Z okazji przypadającej w 2006 roku 400. rocznicy urodzin wybitnego holenderskiego malarza, rysownika i grafika Rembrandta, w Holandii zorganizowano Rok Rembrandta. W Łodzi do 9 listopada można oglądać powstałe w XIX wieku odbitki z oryginalnych, odrestaurowanych oraz zrekonstruowanych na bazie grafik matryc Mistrza.

Od 7 września br. we wnętrzach Muzeum Historii Miasta Łodzi możemy podziwiać wspaniałą kolekcję grafik Rembrandta Hermesza van Rijn. Tym, którzy jeszcze nie odwiedzili sal muzealnych pozostało już jedynie kilka dni aby nadrobić zaległości. Warto zobaczyć na żywo owe niezwykłe w swojej precyzji, przeważnie o niewielkich wymiarach arcydzieła; warto również zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad treścią poruszanego w nich tematu.
Minęło wprawdzie 400 lat od urodzin artysty jednak nadal z dzieł Mistrza emanuje atmosfera niedopowiedzenia i tajemniczości. Pomimo licznych opracowań i książek istnieją prace, które kryją tajemnicę (artysta nie pozostawił nam zbyt wielu wskazówek, w większości nie znamy nawet oryginalnych tytułów nadanych przez Rembrandta). Historykom sztuki wciąż nie udało się rozwikłać zagadek ikonograficznych zawartych w niestereotypowych dziełach tego genialnego twórcy.

Niewiele dziś wiemy o człowieku, którego „głupcy nazywali Puchaczem trafnie odgadując, iż jego cienie należą do odwiecznej dziedziny nocy” . Rembrandt nie pozostawił żadnych zapisków, jedynie kilka listów o charakterze handlowym. Współczesny mu historyk napisał o nim jedynie trzysta pięćdziesiąt słów biografii, spisanych jeszcze w młodzieńczych latach życia artysty. Gdy zmarł: "Imię jego było tego dnia tylko na ustach nielicznych. Nazywano go dziwakiem, który przeżył swoją sławę, miernym obywatelem, który nigdy nie spłacił długów." Rembrandt przeżył śmierć wszystkich swoich bliskich - śmierć biologiczna przyszła z niewiadomej nam przyczyny, być może padł ofiarą zarazy, która w 1669 roku nawiedziła Amsterdam. Pieniędzy na przyzwoity pogrzeb nie było - pochowano Rembrandta w zbiorowej mogile w miejscu bliżej nieokreślonym. Twórczość artysty, bogata w wątki autobiograficzne, jest jedynym źródłem informacji o nim: w jego malarstwie i grafice odbicie znalazły wszystkie wzloty i upadki, szczęście i upokorzenia.

Pierwsze interpretacje ikonograficzne dzieł Rembrandta, pochodzą wprawdzie już z XVII i XVIII wieku - jednak wielokrotnie chybione, powierzchownością analizy mogą bawić współczesnego odbiorcę: na przykład postać św. Bartłomieja - z powodu atrybutu noża - przez wiele lat uważana była za mordercę lub kucharza Rembrandta. Według Jana Białostockiego owe niedorzeczności wynikały z faktu, że Rembrandt nie był ceniony przez współczesnych sobie. Dla historyków XIX wieku był z kolei jedynie formalistą: „W istocie, głównym przedmiotem zainteresowania w obrazie Rembrandta jest nie człowiek, lecz tragedia światła, zamierającego, rozproszonego, drgającego, nieustannie zagrożonego atakami cienia”. Z czasem zaczęto przywiązywać większą wagę do analizy ikonograficznej i ikonologicznej, poszerzały się interpretacje czyniąc z Rembrandta „poetę sztuki”, dla którego „każde pociągnięcie pędzla, każda kreska igły akwafortowej były wyrazem przeżycia, myśli, wzruszenia.” Dla Białostockiego już sama struktura prac artysty przeciwstawia się krytycznej analizie. Istnieje grupa dzieł, w których tradycyjne związki symboliczne są na różne sposoby maskowane. Najsłynniejszy z grupowych portretów Wymarsz Strzelców (dawniej mylnie nazywany Strażą Nocną) zawiera zagadkę w zjawiskowej postaci małej dziewczynki z martwym kogutem u pasa. Pomimo wielu interpretacji nie znaleziono zadawalającego wyjaśnienia tego atrybutu. Uczeni wydają się być zagubieni także wobec pejzaży Rembrandta, których spora część okazała się w istocie zawierać wątki biblijne. Według Marka Rostworowskiego krajobrazy Rembrandta to metaforyczne ujęcie dramatu ludzi działających na pograniczu dobra i zła i wybierających jedno lub drugie. Znajdujący się w Krakowie pejzaż z Miłosiernym Samarytaninem przez wiele lat funkcjonował jako pejzaż ze sztafażem, podczas gdy dziś już wiemy, że to scena z Nowego Testamentu, a nie przedstawienie natury jest tematem obrazu. Pejzaże barokowe z reguły nie były jedynie przedstawieniem natury. W Baroku rzeczywistość stała się księgą mistyczną na miarę Biblii: niebo zostało usunięte, jak księga którą się zwija - mówi Apokalipsa. Elementy krajobrazu posiadały znaczenie symboliczne, najczęściej odnoszące się do natury jako wielkiej księgi spisanej ręką Boga.

Piętno tajemnicy odbija się także w jednej z prezentowanych na wystawie akwafort zatytułowanej "Pejzaż z Trzema Drzewami" lub "Trzy Drzewa". Grafika zawiera niezwykły ukryty motyw usytuowany na pierwszym planie kompozycji - motyw powszechnie nieznany, gdyż nie poddający się łatwo reprodukcjom książkowym. Możliwość kontaktu z oryginałem stwarza szansę na dostrzeżenie tej zagadkowej, zawoalowanej cieniem sceny. Jednak co tak naprawdę przedstawia jest sprawą dyskusyjną, ze względu na niewielkie wymiary oraz podprogowy charakter oświetlenia postaci. Co ciekawe, poszczególne odbitki graficzne tego samego pejzażu różnią się od siebie zasadniczo jeśli chodzi o wspomniany fragment. Czy stało się tak dlatego, że nie wszystkie zostały sporządzone przez samego Rembrandta, a kopiści nie znając intencji artysty puścili wodze własnej wyobraźni? Oryginalne płyty nie zachowały się - tymczasem artysta do poszczególnej odbitki używał nawet około 7 płyt dlatego wierne odtworzenie jego prac na bazie istniejącej pojedynczej odbitki byłoby nie lada wyzwaniem. Sytuacja prowokuje pytanie o możliwość obiektywnego spostrzegania rzeczywistości nie tylko tej „sztucznej”; intryguje i zmusza do zastanowienia - jaki był przekaz Rembrandta?

Opis grafiki.Obraz jest niezwykle ekspresyjny, w pierwszej chwili postrzegamy uderzający kontrast ciemnych sylwetek trzech drzew na tle nadchodzącego z tyłu blasku. Światło powoli rozprzestrzenia się. Na bezkresnym niebie widzimy gonitwę kłębiących się burzowych chmur. Lewy górny róg kompozycji zamykają czarne strugi nadchodzącego deszczu. Niebo zajmuje trzy czwarte obrazu. Czarne chmury otulają od góry przestrzeń. Światłocieniowa polifonia gra migotliwie rozkładając akcenty świetlne na elementach pejzażu. Podążamy za jej narracją: na pierwszym planie po lewej stronie rybak z wędką, jego żona roznieca ogień nad brzegiem rzeki; światło delikatnie zsuwa się po postaciach i wpada w lustro wody; w tle rozświetlona równina, pasące się krowy, chłopi zwożący siano; w oddali majaczą budynki miasteczka, widzimy sylwetki wież i wiatraków. Wracamy do trzech drzew, światło dramatycznie przeziera między nimi, a następnie kładzie się delikatnie na wzgórzu, gdzie kręcą się małe postaci - statyści dramatu: koń zaprzęgnięty do wozu czeka cierpliwie, aż jego pan załaduje plony ziemi; na najwyższym punkcie wzniesienia siedzi człowieczek w kapeluszu, szkicuje coś czego nie widać, co znajduje się już poza kadrem. Odwrócony do wszystkiego plecami zwraca się w stronę światła, które nadchodzi (albo odchodzi). Światło pomija jednak znaczną część pierwszego planu. Ten mocny akord, uderzył nas na początku, jednak wracamy tu w ostatniej chwili, aby baczniej mu się przyjrzeć. Są to nadrzeczne krzewy ciągnące się od prawej strony aż do pary rybaków. Strefa cienia pochłania je całkowicie. Jednak w głębokim mroku, w prawym dolnym rogu kompozycji majaczą jeszcze dwie sylwetki, które w przeciwieństwie do szkicowo potraktowanych, małych postaci w tle, zostały narysowane niezwykle precyzyjnie. Schematyczny kontur zastąpiony tu został subtelnym rysunkiem światłocieniowym. Wszystko utkane jest z delikatnych kreseczek. Wymagało to niezwykłego kunsztu od artysty, gdyż skala jest niewielka. Postaci zamykają się w około dwucentymetrowym kwadracie. Na powiększeniu wybranego fragmentu wyraźnie widać profil młodzieńca z wąsami. Ma on na sobie mieszczański strój z epoki Rembrandta. Jego twarz zastyga w surowy, gniewny wyraz. Wyciąga rękę przed siebie. Druga wyraźnie widoczna dłoń należy do postaci usytuowanej przodem do widza. Nie ma pewności czy nie ukrywa się tu więcej osób. Za plecami młodzieńca długi kształt jakby trzymanej przez kogoś włóczni.

Istnieją hipotezy, że w pejzażu z Trzema Drzewami skrywa się para kochanków, taki punkt widzenia potwierdzić może choćby powstała w XIX wieku odbitka Armanda Duranda. Jednak, gdy dokładnie przyjrzymy się kopii z oryginalnej płyty sporządzonej przez samego Rembrandta, nasuwają się wątpliwości co do słuszności takiego stwierdzenia. Na oryginalnej grafice eksponowanej w Muzeum Rembrandthuis w Amsterdamie nie widać wyraźnie, zamaskowanej przez krzewy, postaci kobiety i mężczyzny. Osoba rozpoznawalna na pierwszym planie posiada cechy androgyniczne, raczej z przewagą ku płci męskiej. Wygląd drugiej postaci, zależy w zasadzie od wyobraźni oglądającego, jedynie należąca do niej wystająca z krzaków dłoń, nie wzbudza wątpliwości. Układ rąk i usytuowanie sylwetek względem siebie wskazuje na to, że ktoś komuś wypłaca należność, a może dzieli się łupami?

Środki formalne użyte przez Rembrandta w Trzech Drzewach są niezwykle ekspresyjne, zwłaszcza emfatyczna walka światłocienia niosąca niewątpliwie treści symboliczne. Symbolika opozycji światła i ciemności w baroku jest interpretowana jako metafora ludzkiego losu. Ciemność nabiera znaczenia symbolicznego stając się obrazem grzechu i nocy - pory zła. Piwniczny mrok baroku hiszpańskiego związany był z wizją ciemności w kręgu kultury chrześcijańskiej. Czerń w tym wypadku jest głucha i bezdenna - związana z materią i śmiercią. U Rembrandta światłocień bardzo często staje się symbolem walki dobra i zła oraz dobrego lub złego losu: w obrazie "Jeździec Polski" lub "Odjazd Syna Marnotrawnego", młodzieniec oddala się od światła wkraczając w strefę cienia i grzechu; w "Uczcie Królowej Estery" światło pomija i pozostawia w mroku postać złego Hammana, którego wkrótce czeka męczeńska agonia; w "Zmartwychwstaniu" światło zwycięża ciemność, ludzkie zło i śmierć. Podobnie dzieje się w wielu innych pracach artysty. Na obrazie "Błogosławieństwo Jakuba" światło wyznacza dobry los Efraima, spływając wraz z ręką błogosławiącego starca i opromieniając główkę chłopca. Tragiczny los Jezusa wyraża mrok wdzierający się z otoczenia i pochłaniający jego wynędzniałe ciało, w pracy "Chrystus przy kolumnie". Czasem cień jest zapowiedzią odchłani śmierci... Ciemność pożera udręczoną moralnie Lukrecję na chwilę przed samobójstwem. Silny kontrast, walka światła i cienia, podkreślają chwilę przełomową między życiem a śmiercią - wiemy już jednak, że śmierć zwycięży: wessała już część twarzy dziewczyny. Sztuka Rembrandta ukazuje tragedię człowieka poprzez walkę światła i cienia. Jan Białostocki trafnie parafrazuje myśl Taine'a: tragedia człowieka walczącego z losem, boleścią, rozpaczą nie jest inna lecz ta sama co "tragedia zamierającego, rozproszonego, migocącego, nieustannie pod naporem mroku walczącego światła" . W grafice "Trzy Drzewa" cień niczym płaszcz zagarnia dziejące się zło. Pod jego osłoną wśród nadrzecznych krzewów być może trwa zmowa rzezimieszków, załatwiają w ukryciu swoje "niecne sprawki". Jeden drugiemu wypłaca należność... Za co? Widać, że już należą do odmiennego świata niż rybacy nad rzeką czy sylwetki chłopów na polach. Inne światło pada tutaj – światło nocy - oddarty strzęp, ponury kolaż z potoczną rzeczywistością. Gdyby rzecz działa się w 2006 można by rzec, że to dealerzy narkotyków, ale mamy barok, a igłą akwaforty wiodła ręka Rembrandta. Cóż zatem bardziej prawdopodobnego jeśli nie przypowieść rodem z Biblii?

W epoce baroku przemiana w naturze była metaforą zmiennego losu człowieka. Symbolem walki dobra i zła. Tym razem przemiana ludzkiej natury następuje w stronę ciemności. Burza nadchodzi. Zło się dokonało. Ktoś dokonał złego wyboru i przeklęty zostanie na wieki. Wokół toczy się normalne życie. Ludzie zwożą siano, łowią ryby, gotują strawę. Artysta szkicuje pejzaż, może on widzi znaki jakimi przemawia natura? Czarny promień dramatycznie przecina niebo. Czy to ukryty w cieniu krzewów Judasz Iskariota sprzedał właśnie los swego nauczyciela – Jezusa z Nazaretu? Także analogie Trzech Drzew ze znajdującym się dziś w Muzeum Czartoryskich w Krakowie, powstałym w tym samym okresie: Pejzażem z Miłosiernym Samarytaninem, wskazują na duże prawdopodobieństwo istnienia wątków biblijnych w omawianej akwaforcie. Znając upodobanie Rembrandta do umieszczania postaci biblijnych wśród XVII - wiecznego, holenderskiego pejzażu można wysnuć wniosek, że w pejzażu Trzy Drzewa ukrywa się postać Judasza odbierającego zapłatę w zamian za dokonaną zdradę... Ta dramatyczna chwila wyboru etycznego przechylająca szalę na stronę zła, gdy bohater sam gotuje sobie infernalny los, wyrażona została przez Rembrandta, podobnie jak w przypadku pejzażu z Miłosiernym Samarytaninem, momentem kryzysu w przyrodzie. Nadchodzący mrok przezwycięża światło. Trzy drzewa wróżą nadchodzącą przyszłość - trzy krzyże - efekt uczynku Judasza, są też zarazem symbolem wypełnienia się woli Boga Ojca. Zdrada Judasza była niezbędna aby spełniła się przepowiednia. Fakt, że jedno z drzew usycha również nie jest bez znaczenia. Dla historyków sztuki stare, usychające drzewo jest symbolem Starego Testamentu znanym jeszcze z czasów średniowiecza. Według Jana Białostockiego usychające drzewo umieszczone przez Rembrandta również w Pejzażu z Miłosiernym Samarytaninem jest egzemplifikacją zmierzchu starej nauki i zwycięstwa nowej. Być może i tutaj symboliczny Stary Testament spełnia się i zamiera, zbliża się moment ofiary Chrystusa - narodziny Nowego Testamentu. Istnieje więcej analogii pomiędzy pracami: w przypadku obu dramat osobisty człowieka odbija się w pejzażu, choć pozornie to nie człowiek jest tu najważniejszy. „O wymowie obrazu krakowskiego nie decydują postacie – drobne, pogrążone w cieniu, na pierwszy rzut oka ledwie obecne. Ich dramat odbity jest w pejzażu tak niespokojnym i napiętym, że samo zjawisko naturalne, nawet takie jak burza, wydaje się niewystarczające dla wyjaśnienie tego nastroju.” W przypadku obu prac Rembrandt ubrał biblijnych bohaterów w szaty jemu nie im współczesne i wprowadził ich między siedemnastowiecznych Holendrów. Według Rostworowskiego artysta chciał w ten sposób postawić współczesnych w sytuacji opisanej w Ewangelii. Wreszcie w przypadku obu dzieł nie znamy również oryginalnego tytułu nadanego im przez Rembrandta. Ogólnie dziś przyjęty tytuł obrazu krakowskiego wskazuje, że głównym tematem obrazu jest pejzaż, a przypowieść biblijna jest jedynie dodatkiem do niego. Rostworowski poddaje w wątpliwość czy taki tytuł trafnie określa temat. W XVII wieku to temat obrazu nie sam pejzaż, którego malowanie uważano za rozrywkę odgrywał główną rolę. Według barokowych hierarchii w sztuce oraz biorąc pod uwagę żywe zainteresowanie Rembrandta Biblią trudno zgodzić się z opinią, że „drobne figurki mające niby przedstawiać epizod dobrego Samarytanina zeszły tu na plan ostatni i żadnego nie mają znaczenia” . Dla Marka Rostworowskiego obraz przede wszystkim porusza temat biblijnej przypowieści, a co za tym idzie nauki o miłości bliźniego. Pejzaż ów nie jest również kosmicznym krajobrazem wyrażającym komentarz do porządku świata tak typowym dla niderlandzkiego malarstwa, choć niewątpliwie związany jest z jego tradycją. „Rembrandt nie poszedł za XVI wieczną konwencją zestawiania przemijającego dramatu z niezmienną naturą, i nadbudował przypowieść o wyborze etycznym, momentem kryzysu w przyrodzie.” Podobnie rzecz się ma w Trzech Drzewach. Dramatyczne, burzowe efekty luministyczne nie wyrażają jedynie burzowego przesilenia. To moment przemiany psychologicznej jaka dokonuje się w naturze głównego bohatera. Decydująca chwila etycznego wyboru. Metafora walki dobra i zła.

Dlaczego Rembrandt wybrał na temat grafiki właśnie chwilę zdrady? Ewenementem w historii sztuki jest fakt, że Rembrandt miał współczujący stosunek do bohaterów czyniących zło. Jest on pierwszym artystą, w którego twórczości człowiek zły stał się tematem sztuki, a jego przeżycia wewnętrzne godne przedstawienia i współprzeżywania. Upatrywano w tym specyficzny stosunek artysty do wartości moralnych. Piękny, monumentalny obraz przedstawiający złoczyńcę Hammana - bohatera Starego Testamentu, w chwili gdy uświadamia on sobie swój zły los nie jest jedynym znanym przykładem zainteresowania Rembrandta przeżyciami negatywnych postaci. Podobnie w obrazie "Judasz zwracający srebrniki", widzimy przede wszystkim ludzkie cierpienie: załamanego, przejętego wyrzutami sumienia - człowieka - nie zdrajcę. Ludzie źli stali się ofiarami swego przeznaczenia. W ich determinizmie i nieodwracalności ich losu być może Rembrandt upatrywał analogię z ofiarą Chrystusa.

Trudno dziś stwierdzić czy jakakolwiek interpretacja pejzażu z Trzema Drzewami jest jedynie słuszna, głównie ze względu na niewielkie wymiary i nieczytelność ukrytego motywu. Po 400 latach od urodzin autora pozostaje nam jedynie garść domniemań. To, co ukaże się naszym oczom, zależy przede wszystkim od naszej wrażliwości, wyobraźni i doświadczenia, warto więc zatrzymać się na chwilę zamyślenia i refleksji, aby odkryć być może również jakąś prawdę o nas samych.

Przypisy: A. Malraux, Przemiana Bogów – Nierzeczywiste, Warszawa 1985 J. Orlens, Przewodnik turystyczny po Lejdzie, 1641.( zawiera krótką biografię Rembrandta jedyną, która powstała za życia artysty) J. Białostocki,J. Michałkowa, Rembrandt w oczach współczesnych,Warszawa 1957, H. Taine, cyt. wg J. Białostocki, Symbole i obrazy, Symbole i obrazy w świecie sztuki, Warszawa 1982 M. Rostworowski, Rembrandta przypowieść, Warszawa 1980

na zdjęciu: Pejzaż z Trzema Drzewami, Rembrandt, rok powstania 1643, akwaforta i sucha igła, jedyny egzemplarz z nakładu, 213x279 mm
fot: Izabela Maciejewska, zdjęcia wykonane dzięki uprzejmości dyrekcji Muzeum Rembrandthuis w Amsterdamie

Izabela Maciejewska Absolwentka wydziału Edukacji Wizualnej na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, Dyplom w Katedrze Multimediów, praca pisemna z teorii sztuki. Obecnie studentka Fotografii w PWSTiTV w Łodzi. Interesuje się sztuką Rembrandta, interpretuje jego twórczość w swojej pracy praktycznej i teoretycznej.

(z archiwum Łódź-art, wrzesień 2006)

sztuka   video  /  fotografia  /  instalacja  /  rzeźba

Copyright Izabela Maciejewska